Jesteśmy jednym z najbardziej atakowanych państw
Po wycieku danych z MyDr trzeba wyciągnąć systemowe wnioski. Należy myśleć nie tylko o kupowaniu czołgów, ale inwestować miliardy również w zabezpieczenia cyfrowe – podkreśla Mirosław Wróblewski, prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
Czy po wycieku, choć de facto była to kradzież, danych dotyczących blisko 19 mln osób można jeszcze mówić o pojedynczym incydencie, czy raczej już o całkowitej porażce ochrony danych medycznych?
To oczywiście jest bardzo poważny incydent zarówno z uwagi na liczbę osób, które mogły zostać dotknięte tym atakiem, jak i przede wszystkim ze względu na zakres danych, bo to informacje o zdrowiu pacjentów.
Obecnie trwają intensywne ustalenia zarówno w samej firmie prowadzącej serwis MyDr, jak i po stronie służb odpowiedzialnych za cyberbezpieczeństwo. Postępowanie prowadzi też prokuratura, co oznacza, że służby są w trakcie namierzania sprawców. Ponadto postępowanie kontrolne przeprowadzą również specjaliści Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
MyDr w świetle prawa ochrony danych osobowych jest podmiotem przetwarzającym, czyli procesorem. To oznacza, że mamy tu mechanizm outsourcingu, czyli placówki medyczne, zarówno duże firmy, jak Lux Med, Enel-Med czy Medicover, jak i małe przychodnie czy indywidualni lekarze prowadzący praktykę, powierzają takiemu podmiotowi przetwarzanie danych. I gdy czytam wypowiedzi dużych sieci medycznych, to część z nich potwierdza, że wyciek dotknął tylko niektórych placówek, a zakres danych może obejmować dane podstawowe, a nie zdrowotne. Dodatkowo spółka MyDr podała, że...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
